Frida Kahlo, The love embrace of the universe The Earth Mexico Myself Diego and Senor Xolotl

Spotkanie z Gają, czyli opowieść o trzech kobietach

Gdzieś na skraju świata, w bliżej nieokreślonej przestrzeni leżała niewielka Wioska. Nie wyróżniała się niczym szczególnym z tym może wyjątkiem, że czas płynął tam nieco inaczej. Wartko płynąca Rzeka i gęsty rozległy Las tworzyły niejako macierzyński uścisk, w którym Wioska trwała z dala od reszty świata, niedoświadczona jego zgiełkiem i jazgotem. Tu nie docierały żadne nowinki, wielka polityka i wojny też omijały Wioskę szerokim łukiem. Życie wyznaczał tu odwieczny rytm Natury.

W Wiosce mieszkała kobieta o imieniu Dolores. Mieszkała sama w niewielkim domku na skraju Wsi, skąd rozpościerał się z jednej strony widok na bezkresne łąki, z drugiej zaś ciemny Las. Mimo tego, że żyła sama, nie czuła się samotna, miała cichych, ale wiernych towarzyszy – pająka, który zamieszkiwał jej poddasze, dziką kotkę z kociętami mieszkające w jej piwnicy i podchodzące czasem pod sam dom sarny.

Dolores należała do tego typu kobiet, które twardo stąpają po ziemi. Jej wiecznie przybrudzona spódnica odsłaniała grube łydki i brudne, bose stopy. Dużą, zarumienioną gębę otaczał gąszcz złotych włosów, które niczym kłosy zboża kładące się na ziemi opadały na silne, szerokie ramiona. Błyszczące oczy były szczególnym przejawem jej witalności i siły, kryjąc w sobie jakąś dziwną dzikość, ale również tlącą się w głębi, ledwo dostrzegalną melancholię… Skrywały też, jak powiadają, pewną tajemnicę…

Tego dnia słońce wstało leniwie, przeciągając się długo i igrając co nieco z białymi chmurami. Zapach ciepłej, pokrytej suchą trawą ziemi towarzyszył jednemu z pierwszych poranków przedwiośnia. W powietrzu czuć było tę atmosferę napiętego wyczekiwania szczególnego czasu – czasu prawdziwej wiosennej eksplozji zapachów, dźwięków i barw. Na razie wszystko żyło jeszcze jakby w utajeniu.

Dolores wyszła przed dom, żeby zaczerpnąć powietrza. Przez krótką chwilę odczuła głęboki impuls – przeszył całe jej ciało i przemknął tak szybko, że nie mogła w żaden sposób go schwytać. Postanowiła jednak pójść za tym ulotnym jak iskra przeczuciem czegoś nieznanego. Gdy szła jej nagie stopy ostrożnie, ale zdecydowanie wtulały się w zarośla uschniętych traw, które dopiero co wylazły spod śniegu. Nie miała żadnego powziętego z góry celu swej wędrówki, raczej pozwalała, by nogi same niosły ją tam, gdzie właśnie ją niosły.

Poddawała się tej dziwacznej włóczędze ze spokojną nadzieją. Podskórnie czuła, że u kresu jej drogi czeka ją tajemnica. Przeczuwała też, że nie będzie tak łatwo, będzie musiała zmierzyć się z czymś nieuchwytnym jeszcze, ale z pewnością nie łatwym. Przyjęła to jednak ze spokojem. Szła z cichym namysłem, jakby każdym swym krokiem pieściła ziemię, po której stąpa. I oto pojawiła się Melancholia, jej pradawna przyjaciółka.

Mocne, grube nogi Dolores zaprowadziły ją tymczasem nad brzeg Rzeki. Usiadła w zaroślach przyglądając się jej Nurtowi. Melancholia objęła ją mocniej. Tak mocno, że niemal ścisnęła jej gardło. Gdy tak siedziała wpatrzona w wodę zza pobliskiego drzewa wysunęła się niezauważalnie para oczu, które przez chwilę obserwowały kobietę. Po chwili milczenia wyłoniłasię cała postać Dziewczynki. Dolores jej jendak nie dostrzegała. Dziewczynka ośmieliła się zatem podejść bliżej. Dolores w jednej chwili ujrzała dziecko a Melancholia przez mgnienie zmieniła się w smutek, w strach, i w zdumienie: „Czy to ona? – pomyślała Dolores – czy to możliwe, czy może to być, że moja mała córeczka, tutaj…? Nie, nie na pewno mi się zdaje.” W Wiosce powiada się, że Dolores skrywała pewną tajemnicę. Podobno miała kiedyś córeczkę ale nikt nie wiedział do końca co z nią się stało. Pewnego dnia po prostu zniknęła.

– Pobawisz się ze mną? – zakrzyknęła dziewczynka.

– Oczywiście – w głosie Dolores czuć było ciepło i radość.

Kolejne chwile spędziły zatem na radosnej zabawie – budowały domki z patyków, udawały odgłosy zwierząt, Dolores opowiadała bajki… Czas płynął niepostrzeżenie. Dolores zdała sobie naglę sprawę z tego, że nie wie właściwie kim jest Dziewczynka, kim są jej rodzice, w końcu skąd się tutaj wzięła. Dziewczynka jednak nie odpuszczała, chodziła za kobietą krok w krok domagając się nieustannej atencji. Dolores coraz głębiej zaczęła odczuwać beznadziejność sytuacji i swą bezradność. W końcu bezradność opanowała ją na dobre. Odebrała jej mowę, odebrała jej odwagę, w końcu – odebrała jej siłę i zdolność działania. Była BEZRADNA… Stanęła w rozkroku wzniosła głowę ku górze, niczym w błagalnym geście, przywołała boginię. Dziewczynka tymczasem przylgnęła swym ciałem do jej bezradnego ciała i zaczęła płakać, trzęsła się ze strachu. Dolores próbowała ją pocieszać, próbowała się o nią zatroszczyć, próbowała zrobić coś, cokolwiek… Wszystkie jej wysiłki szły jednak na marne. Dziewczynka zanosiła się coraz głębiej płaczem. Dolores nie potrafiła pogodzić się z tym, że jej szerokie ramiona, jej silne ręce nie mogą ukoić płaczu małej niewinnej istoty. Miała poczucie, że im bardziej stara się uspokoić płacz dziecka, tym bardziej staje się niespokojna, im więcej z siebie daje, tym bardziej staje się pusta. Nie miała już co dać, nie miała już nic w sobie… Była pusta. Gdy to poczuła nagle zrozumiała swoją małą Dziewczynkę, nagle sama stała się jej smutkiem i żalem, jej bezgraniczną tęsknota.

Obie stały teraz łkając głęboko i zanosząc się pełnym smutku płaczem, skomlały i wyły niczym młode wilczyce, ale teraz nie były już dwiema ale jedną. Dolores cała stała się smutkiem, poddała się mu tak, jak poddawała się nurtowi rzeki. Była kobietą i dziewczynką zarazem, i dzikim zranionym zwierzęciem. Wtedy usłyszała to, na co tak długo czekała – usłyszała głos bogini, głos Gai.

W przepełnionej smutkiem ciszy, smaganej tylko pluskiem Rzeki rozległy się Jej – Gai słowa: „Dolores – ty jesteś bólem, ale pamiętaj, że każdy prawdziwy owoc ma słodko-gorzki smak. Smutek zawsze ma w sobie coś pięknego, a ból jest tak bliski przyjemności…Gdy pozwolisz sobie poczuć głęboki, przeszywający cię aż do kości smutek, smutek, który wypływa wprost z twego brzucha, z twego ciała, gdy tylko go puścisz… zrobisz miejsce dla fali równie głębokiej i poruszającej każdą komórkę radości.

Bo smutek jest właśnie smutkiem. Ból jest właśnie bólem. To, co przemija, przemija. Rzeka płynie zgodnie ze swym nurtem. A wszystko jest właśnie takie, jakie jest. Pozwól więc przemijać temu, co przemija, rodzić się temu, co się rodzi, umierać temu, co umiera. Pozwól trwać temu, co trwa właśnie teraz nie wyprzedzając go, ani nie cofając. Po prostu bądź.”

Dolores istotnie była bólem, ale teraz była również radością. Wracała do domu oszołomiona. Próbowała ogarnąć jakoś tą niezwykła przemianę, która właśnie miała miejsce. Czuła, jak gdyby narodziła się na nowo – nie była już dłużej Dolores, tą cierpiącą w ukryciu kobietą. Rozpierało ją beztroskie poczucie radości i szczęścia, choć przed chwilą miotała nią rozpacz i ból. Co stało się z tym bólem? Skąd wzięła się radość? I co tak naprawdę się zdarzyło? Kim była dziwna Dziewczynka? Czy istniała naprawdę, czy może jej się tylko przewidziała? Czy naprawdę były dwiema różnymi istotami, czy może jedną? A może… może wszystko jest Jednem?…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s